2026-04-21

Becali po kontuzji swojego piłkarza: W końcu się go pozbyliśmy!

Takie historie nie powinny mieć miejsca w piłce. Oczywiście, to sport wywołujący emocje, nerwy, wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. W grę wchodzą trofea i duże pieniądze. Ale gdzieś są granice ludzkiej przyzwoitości. Właściciel klubu cieszący się publicznie, na antenie telewizji z kontuzji swojego piłkarza, podopiecznego, pracownika? Można być człowiekiem porywczym, ekscentrycznym, ale żeby podłym?

Właściciel FCSB Gigi Becali nie jest fanem talentu 36-letniego pomocnika Vlada Chirichesa, choć sam go zatrudniał. Nie spodobało mu się, że wbrew jego wytycznym, trener Mirel Radoi wstawił go do składu w poniedziałkowym meczu z Farulem Konstanca (3:2). Tak, jak nie podobało mu się, że weteran zagrał w poprzednim spotkaniu z Otelulem Galati (4:0). Wtedy „jedynie” stwierdził, że Chiriches nie powinien grać skoro ledwo się porusza. Wyraził swój pogląd, nawet jeśli było to niesmaczne.

Dziennikarze „Digi Sport” w programie „Fotbal Club” zapytali się Becaliego już po spotkaniu z Farulem co sądzi o obecności zawodnika w składzie i o tym, że w 77. minucie opuścił boisko z powodu kontuzji mięśniowej, która może go wykluczyć z gry na dłużej. Właściciel stołecznego klubu wprost epatował radością.

– W końcu się go pozbyliśmy! – ogłosił z ulgą. – Naprawdę się go pozbyliśmy? Nie wiem, nie mam pojęcia, teraz zapytam MM (Mihaia Stoicę, prezesa administracyjnego – red.) czy się go pozbyliśmy. Lepiej się go pozbyć niż się wygłupiać. Nie poważna kontuzja, ale taka, żeby się go pozbyć. Nieważne czy mi się podobało, czy nie (mecz – red.). Jaki jest w tym sens? Wygrałem mecz i nie czułem żadnych emocji – podkreślił.

Pracodawca publicznie okazujący radość z uszczerbku na zdrowiu swojego pracownika. To jakieś nowe uniwersum w rumuńskiej piłce. Becali już zapowiedział, że gdy Chiriches wróci do zdrowia, to on mu nie pozwoli grać. – Jeśli wróci, niech Mirel robi co chce, ja się nie wtrącam. Ale w dogrywce (barażu z trzecim lub czwartym zespołem grupy mistrzowskiej o miejsce w Lidze Konferencji – red.) nawet go nie wpisuję na listę, tylko od razu go wywalam – zastrzegł.

Chiriches w odpowiedzi na reakcję swojego szefa stwierdził, że on tylko wykonuje swoją pracę. Pomimo wieku, gra, trenuje i cieszy się, że trener darzy go zaufaniem. – Co mogę powiedzieć? – zapytał się dziennikarzy. – Staram się nie myśleć o tym, co powiedział. Jasne, że to nie jest przyjemne dla zawodnika, ale myślę, że generalnie w piłce nożnej nie ma wdzięczności. Liczy się kolejny mecz. Jeśli jesteś dobry, wszyscy są zadowoleni. Jeśli nie, to cię nie ma. Grałem na bardzo dobrym poziomie, ale to nie ma teraz znaczenia. Czy powinienem mówić o emeryturze? Nie, nawet o tym nie myślę – zapewnił.

– Cały czas to powtarzam: chcę czuć się dobrze, trenować z przyjemnością – kontynuował pomocnik. – Nadal mam pasję i lubię piłkę nożną. Trudno mi coś zrobić tylko dlatego, że właściciel drużyny mówi, że już nie mogę. Trudno, żeby człowiek, którego nie ma z nami na treningach, mówił mi co mam robić. Tak, oczywiście, jest właścicielem drużyny i może mnie wywalić, ale poza tym, ja lubię treningi, mecze. Odkąd przyszedł Mirel (Radoi, trener – red.), było oczywiste, że byłem w drużynie i cieszę się z tego – stwierdził były zawodnik m. in. Tottenhamu, Napoli czy Sassuolo.

Słysząc takiego słowa, nic dziwnego, że szkoleniowiec FCSC Mirel Radoi zamierza opuścić zespół wcześniej niż zapowiadał i przenieść się do Turcji.