2026-03-06

Dlaczego Jarosław Królewski chce (nieświadomie) zrujnować polski sport?

Jarosław Królewski idzie na wojnę z publicznymi pieniędzmi w sporcie! Wniosek Wisły do Komisji Europejskiej może wywrócić do góry nogami polski sport, który w dużej mierze polega na dotacjach miejskich czy spółek skarbu państwa. Co prawda Królewski próbuje uspokajać opinię publiczną, ale jeżeli rozbierzemy jego argumenty na czynniki pierwsze, to wyjdą niejasności.

Kilka dni temu Jarosław Królewski rozpalił żywą dyskusję na Twitterze. Prezes Wisły Kraków wystosował oświadczenie w odpowiedzi na decyzję Śląska Wrocław o niewpuszczeniu kibiców gości na sobotni mecz tych drużyn we Wrocławiu. W nim zapowiedział wniosek do PZPN o ukaranie Śląska ujemnymi punktami oraz… skargę do Komisji Europejskiej dotyczącą potencjalnie nielegalnego finansowania Śląska Wrocław ze środków publicznych. Mowa o m.in. niedawnej dotacji w wysokości 30 milionów złotych na 2026 rok czy wcześniejszemu wsparciu ze strony wrocławskiego ZOO. Gdyby Komisja pozytywnie rozpatrzyła skargę, mielibyśmy do czynienia z niemałym precedensem, na naszym podwórku na skalę prawa Bosmana.

Ostatnio Jarosław Królewski udzielił wywiadu Mateuszowi Midze z TVP Sport, z którego można wyciągnąć trzy główne argumenty za ukróceniem finansowania z publicznych pieniędzy. Czy można je uznać jednakowoż za zasadne? Każdy z nich można w prosty sposób skontrować, co pokażę, przytaczając wypowiedzi prezesa Wisły z tego wywiadu.

1. Regulacja to jeszcze nie jest działająca zasada

Chciałbym, żeby powstał benchmark regulujący zasady, w jaki kluby mogą być dotowane przez miasta czy samorządy. Dziś nie wiadomo, czy na następną rundę Śląsk otrzyma 20, 50 czy 100 milionów, więc trudno do takiej rywalizacji się przygotować. – Stworzenie i przede wszystkim rzetelne weryfikowanie takich regulacji byłoby piekielnie trudne. Najlepiej przekonała się o tym UEFA, wprowadzając w 2010 roku regulacje Finansowego Fair Play. System ten miał służyć wyrównaniu szans poprzez kary na kluby wydające więcej niż zarobiły. W praktyce jednak właściciele m.in. Chelsea, PSG czy Manchesteru City dokładali potrzebne środki do budżetu i nie naruszało to formalnie wymogów. Z drugiej strony wykluczenia z europejskich pucharów otrzymały nieco mniejsze marki jak Istanbul Basaksehir, Partizan Belgrad czy Skenderbu Korce. W 2021 roku Aleksandar Ceferin ogłosił zatem kapitulację i zmienił reguły na korzyść mocarzy.

2. Perspektywa medialnego klubu vs lokalne społeczności

Nie jest więc problemem ustalenie, ile miasto ma mieszkańców, ile wydaje na sport, ile wynosi zwrot reklamowy. Są dostępne analizy, dzięki który można to zweryfikować i tak to powinno wyglądać. – Ten argument miałby zastosowanie głównie dla klubów grających w rozgrywkach transmitowanych w telewizji, takich jak Wisła Kraków. Co jednak, jeśli mówimy o drużynie z piłkarskiej IV Ligi, albo z koszykarskiej II Ligi, albo z Ekstraligi Rugby. Przykłady rozgrywek pomijanych w telewizji można mnożyć. Zwrot reklamowy drużyn z tego typu rozgrywek jest ograniczony w zasadzie do oklejenia przez sponsorów koszulek, band reklamowych na stadionie czy hali i niewielkiego, lokalnego w zasięgu profilu w mediach społecznościowych. Jego wielkość rzadko zatem przekracza kilkadziesiąt tysięcy złotych. Są to jednak pieniądze niezbędne do funkcjonowania klubu m.in. na opłacenie wyjazdów, niedużej akademii szkolącej adeptów. Dlaczego kwota wsparcia takich spoiw lokalnej społeczności w naszych małych ojczyznach miałaby być uzależniona od niedużego zwrotu reklamowego, podlegającego dodatkowo wahaniom formy pierwszej drużyny?

3. Nagłe zastrzyki gotówki

Uważam, że dzięki jasnym zasadom w piłce pojawiłoby się więcej prywatnych inwestorów, bo uznaliby, że są w stanie nawiązać wyrównaną rywalizację. Moim zdaniem bilans netto byłby więc na plus. Samych tych słów nie chcę kwestionować. Pan Jarosław Królewski jest na pewno bardziej obyty w środowisku biznesmenów i być może to jest rzeczywiście ich warunek objęcia klubów sportowych. Kilka zdań później padają jednak słowa, które nie zgadzają się z sensem wcześniejszych: Dziś jest tak, że komuś wymyka się z rąk kwestia awansu, to dokładamy 50 milionów, by jednak ten awans się udał. Czym różni się kasa miejska od prywatnych funduszy? Robert Dobrzycki, w obliczu niesatysfakcjonujących wyników Widzewa Łódź w rundzie jesiennej, na same kwoty odstępnego za nowych zawodników wyłożył zimą 15 milionów euro! Kolejne kilka zapewne trzeba liczyć na wynagrodzenia piłkarzy, także tych nabytych bez kwoty odstępnego jak Lukas Lerager. By, jak to określił Królewski, „jednak ten awans się udał”. Możemy kwestionować etykę miejskich dotacji na transfery, ale nie sam fakt zastrzyków gotówki do klubów. Gdybyśmy mieli samych prywatnych właścicieli klubów, to również sport polegałby na rywalizacji budżetów.

4. Ekstraklasa przetrwa, a co z resztą?

Jarosław Królewski wcale nie wątpi w to, że jego skarga może spowodować kłopoty pewnym klubom, ale uspokaja, że środowisku wyjdzie to ostatecznie. Tylko że jest to koncepcja mocno futbolocentryczna. W piłce nożnej, zwłaszcza na poziomie Ekstraklasy, już teraz są liczne kluby zarządzane w pełni prywatnie. Co jednak z innymi dyscyplinami? Tam nie widać na horyzoncie zainteresowania biznesmenów. Chociażby ostatnio zagrożony bankructwem jest Jastrzębski Węgiel. 3-krotny siatkarski Mistrz Polski może paść ofiarą problemów finansowych Jastrzębskiej Spółki Węglowej. W żużlu obserwujemy zmierzch Unii Tarnów po ograniczeniu wsparcia Grupy Azoty, zaś z Polskiej Ligi Koszykówki spadła niedawno Spójnia Stargard, po wycofaniu się PGE ze sponsoringu. Takich przykładów jest na pęczki, a wszystkie sprowadzają się do jednego wniosku. Polski sport wisi na łasce pieniędzy miejskich i spółek skarbu państwa. Jarosław Królewski zaś chce odciąć to źródło, naiwnie licząc na masowe wejście do sportu rekinów biznesu.